Veiled Threat

8 Views Comment Off
Veiled Threat
  • 6.00 / 10 10
1 vote, 6.00 avg. rating (68% score)

Veiled Threat

21 kwietnia 1998 roku ruszyły prace nad nową grą na poły francuskiej firmy Lupine Games. Miała to być produkcja zbliżona do słynnych „Commandosów”, wymagająca od gracza nieliniowego myślenia, skupiająca się na planowaniu taktycznym miast „chłopy, kupą!” i skradaniu się miast standardowego „w mordę drania!”.
Po dwóch miesiącach działań silnik graficzny „Force Recon”, bo tak zwać się miała gra, był już gotowy. Programiści rozpoczęli pracę nad przygotowaniem pierwszego grywalnego dema, gdyż uznali, że właśnie ten sposób reklamowania produktu jest najlepszy. Ukazało się one jeszcze w zeszłym roku pod całkiem nowym tytułem „Veiled Threat” (Ukryta grożba). Dłubanina trwała nadal i trwa do dziś. Realizatorzy doszlifowują poszczególne misje, dorzucają kolejnych animacji i scenerii, jednym słowem mają ręce pełne roboty. Gra nie jest więc jeszcze gotowa i najprawdopodobniej pojawi się na zachodnim rynku w czasie zimowych wakacji roku 2000. Kiedy u nas? Tego nawet najstarsi Kaszubi nie wiedzą…
Przejdżmy do konkretów. Namnożyło się nam przez ostatnie lata wszelkiej maści RTS, gdzie to człowiek zbiera rozsiane po planszy surowce, przetwarza je na czołgi i łubudu na wroga. Jedynie kilka gier, w tym właśnie „Commandos”, założyło, że surowców mamy w bród, ktoś inny je wydobywa i przerabia na pachnące sałatą pieniążki, zaś my, jako szefostwo doborowego oddziału straceńców, mamy jeno ludzi, ludzi i ludzi. I jeszcze misję do wykonania. Tak będzie właśnie w „Veiled Threat”.
Zwyczajem wielu krajów było kiedyś zatrudnianie oddziałów wojskowych w sytuacji, gdy potrzebowały one ochrony lub też gdy rozpoczynały wojnę. W ostatnich dekadach jednak coraz rzadziej decydują się one na opłacanie obcych sił militarnych – preferują raczej własną, drogą armię, która zapewnia jednak olbrzymią przewagę w przypadku inwazji militarnej sąsiada (wtedy można powołać pod broń znaczną część społeczeństwa, gdyż przeszła ona przeszkolenie wojskowe).
W niedalekiej przyszłości rządy zorientowały się, iż są pilniejsze potrzeby niż kilkaset tysięcy zarośniętych mord do wykarmienia tylko po to, by jakiś kapral mógł je poganiać dookoła boiska. Czołgi, bombowce, broń atomowa – wszystko to było potwornie drogie, państwom najzwyczajniej nie opłacało się prowadzić wojny na szeroką skalę. Za dużo straconych ludzi (czytaj: podatników), zbyt wiele pieniędzy wywalonych w błoto. Wojny przybrały więc inny kształt, stały się serią taktycznych uderzeń dokonywanych przez doskonale wyszkolonych i uzbrojonych ludzi, którzy za stosunkowo niewielkie pieniądze gotowi byli rozwalić wielką elektrownię jądrową tudzież wykraść walizeczkę z samochodu szanowanego ministra.
Początkowo jedynie niewielkie, biedne kraje decydowały się na rozwiązanie swych armii, wynajmując profesjonalistów (czyli najemników) do wykonywania zadań. Sukces takiej polityki zauważono w krajach większych, wkrótce i tam olbrzymie armie przeszły do historii. Tak nastał nowy wiek – wiek komandosów.
Volunteer Expeditionary Infantry Legion (V.E.I.L.), czyli Ochotniczy Legion Piechoty był jedną z najwyżej cenionych armii najemników. Przyjmował w swe szeregi jedynie najlepiej wyszkolonych ochotników, niezależnie od kraju pochodzenia i dotychczasowych dokonań. Służyli w nim ex-komandosi, byli agenci specjalni, zwykli przestępcy, cyrkowcy, specjaliści od broni i materiałów wybuchowych, poligloci, ludzie żądni przygód i czerwono krwistych wrażeń. Wśród rządów państw uchodzili za elitę. Dlatego właśnie zdecydowałeś się do nich dołączyć.
Autorzy gry „Veiled Threat” zapowiadają od 80 do 100 misji do wykonania. Rozgrywać się będą w kilku przygotowywanych środowiskach – w dżungli, tajdze, pustyni, stepie, w mieście i na terenach bagnistych, wreszcie w dzielnicach podmiejskich charakteryzujących się niezbyt gęstą zabudową parterową. Będą też misje nocne i dzienne. Mapy nie mają być sztucznie ograniczone wąwozami czy kniejami-nie-do-przejścia. Będzie można iść długo, długo w dowolnym kierunku, tylko… po co? Przecież zadanie obejmować będzie tylko jej niewielką część! Dodatkowo dostępny będzie edytor misji połączony z ich generatorem – istna orgia dla miłośników Adama Słodowego.
Ciekawostką jest, że nie będzie prerenderowanych filmików pomiędzy misjami. Realizatorzy postanowili uszczęśliwić nas większą swobodą – fabuła rozwijać się będzie podczas gry. Podejmowane przez gracza w czasie rzeczywistym decyzje będą miały decydujący wpływ na dalszy rozwój sytuacji. Przykładowo podczas jednej z misji zostaniesz poproszony o wyeliminowanie generała, który właśnie przybył do bazy. W zależności od tego, co zrobisz, zależeć będzie zabawa w kilku kolejnych epizodach. Nic nie pozostaje bez wpływu na przyszłe pokolenia – mawiał pewien chiński ideolog…
Aby wypełnić zadanie przeznaczone do wykonania, na każdą z misji będziesz mógł zabrać do 16 ludzi. Każdy kolo będzie posiadał nieco inne cechy i umiejętności, tak że wybór odpowiednich nie będzie rzeczą prostą. Niektórzy z nich będą umieli kierować jeepem, czołgiem, łazikiem, inni zaś znakomicie wiosłować. Co więcej, ludzie ci będą się uczyć podczas misji, najzwyczajniej w świecie zdobywać doświadczenie. Spowoduje to, że strata kilku chłopa będzie miała istotne znaczenie. Nie będzie tylko i wyłącznie wymianą twarzy, albowiem osłabi drużynę i ograniczy jej możliwości. Co więcej, nie przejdą oni „tutorial missions”, jakie znajdują się na początku rozgrywki, a jedynie krótki trening w obozie szkoleniowym.
Grafikę opracowano w programie 3D Studio, gra ma chodzić w rozdzielczościach 800×600 i 640×480. Będzie też opcja gry przez Internet, zarówno w wersji „head to head” jak i „cooperative”. Przegotowanych zostanie kilkadziesiąt misji dla dwóch graczy i niewiele mniej dla grupki „do czterech”. Sejwować zabawę będzie można w dowolnym momencie – autorzy gry uważają, że jeśli się robi grę, to trzeba ją robić tak, by gracz był z niej maksymalnie zadowolony. Nie można więc mu zakazywać robienia zapisów w czasie epizodu, w końcu to jego prawo.
Oprawa dżwiękowa dopiero powstaje, wygląda na to, iż każda postać będzie posiadać odrębny głos, doskonale pasujący do jej ekranowego wizerunku. Zapowiada się więc niezła jazda.
I tylko szkoda, że czekać musimy aż do roku 2000. Przecież mój komputer może się w tym czasie rypnąć i nie poganiam komandosów po teksańskich bagnach!

Podobne wpisy:

About the author

Related Articles

Ankieta:

Czy w Łodzi fotografia ślubna stoi na wysoki poziomie i nie zadrogim cenowo?

View Results

Loading ... Loading ...
Archiwa
Komentarze:
Menu:
  • Oświadczyny
    Comment Off50 Views

    Jane poszła w końcu na wymuszony spacer z panem Wisleyem?domyśliła się, że młody człowiek

Kategorie